Autor Wątek: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny  (Przeczytany 30171 razy)

Piotrek

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1370
    • Obrazki
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #15 dnia: Wrzesień 18, 2014, 12:52:56 »
Kolejne odkrycie, o tyle ciekawe, że jak do tej pory z płyt jazzowych importowanych do PRL spotykałem tylko wydania z USA i z rajów Europy środkowo - wschodniej.

Sidney Bechet - Ambiance Bechet


10"  LP wydany w Izraelu na francuskiej licencji.
Cena 150 zł.





Co do występowania na rynku wtórnym płyt importowanych , to spróbuję zrobić małą listę najpopularniejszych tytułów.

Piotruś

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1066
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #16 dnia: Wrzesień 24, 2014, 20:58:12 »
http://allegro.pl/show_item.php?item=4616469195

Jeden z najpopularniejszych tytułów importowanych z Indii - Abbey Road, tutaj w reedycji z lat 70.
W kraju było dostępne również pierwsze indyjskie wydanie tej płyty, z ciemniejszą etykietą.


Kuba

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 456
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #17 dnia: Wrzesień 24, 2014, 21:34:36 »
Fajno fajno, ale ja płyt opisanych przez sprzedawcę jako VG+ nie kupuję. Bo zazwyczaj się tego nie da słuchać.

Piotrek

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1370
    • Obrazki
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #18 dnia: Wrzesień 24, 2014, 21:40:28 »
Żyjemy na innych planetach, czy masz takie złe wkładki?

Kuba

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 456
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #19 dnia: Wrzesień 24, 2014, 21:49:08 »
Większość sprzedawców wciska kit z tymi swoimi ocenami i to co dla nich jest VG+ to dla mnie jest Fair.
To co ja oceniam na VG+ jest dla większości sprzedawców stanem NM. Dlatego nie kupuję nic poniżej oceny Ex+, bo to zazwyczaj są zryte smażalnie. Z płytami z Polskiego rynku jest jeszcze dodatkowo problem z tym, że ktoś je mógł odtwarzać jakimś bambinem albo innym arturem.

Tak więc może nie mam na półce super historycznych wydań, ale moje płyty nie smażą, nie pykają, i nie wywołują u mnie wewnętrznych frustracji :)

Piotrek

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1370
    • Obrazki
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #20 dnia: Wrzesień 24, 2014, 21:51:55 »
Na jakiej wkładce Ty teraz słuchasz?
Ja nie mam takich obserwacji na płyty o zawyżonej ocenie trafiam równie często jak na zaniżone.
I wcale nie jest tak, że trzaski czy smażenia mi nie przeszkadzają.

Piotruś

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1066
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #21 dnia: Wrzesień 24, 2014, 21:53:26 »
Jezusmarja!

powiem tylko, że jak przesiadłem się z AT440MLa na Shure'a M55E to wkrótce chciałem tą pierwszą potłuc młotkiem ze względu na ilość i jakość wielu płyt, których niesłusznie pozbyłem się za bezcen, bo mi nie grały i czeszczały

Mam wiele płyt oranych na Bambinach i innych wynalazkach, niektóre w odsłuchu są bardzo bliskie oceny stanu "NM".

Piotrek

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1370
    • Obrazki
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #22 dnia: Wrzesień 24, 2014, 21:54:52 »
Z tymi "nowoczesnymi" wkładkami i "szlifami"to jest taka sama ściema jak z ProJectem z kartonu za 3 tysie.

Kuba

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 456
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #23 dnia: Wrzesień 24, 2014, 21:57:39 »
Cały czas na 2M Red. Ale akurat ta wkładka nie eksponuje trzasków. Jak kupuję płyty EX, to po myciu zazwyczaj nie trzeszczą.

Z tym VG+ jest taki problem, że to już jest dla wielu słuchających najniższa akceptowalna ocena i sprzedawcy często oceniają byle szrot jako VG+, bo to z taką oceną można jeszcze coś za płytę dostać.

Piotrek

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1370
    • Obrazki
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #24 dnia: Wrzesień 24, 2014, 22:00:27 »
Shure SC35C i 5 lub 6 gramów i  większość kupionych jako VG- zagra dobrze.
To ma skrzydła i przelatuje nad dziurami w płytach ( naukowo udowodnione).

Piotruś

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1066
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #25 dnia: Wrzesień 24, 2014, 22:02:50 »
Potwierdzam, jestem świadkiem takiego cudu.
Na ramieniu zmieniarki Garrarda z drugiej połowy lat 60., ten adapter powoduje rozstąpienie się wszelkich przeszkód i przechodzi niczym Mojżesz przez Morze Czerwone!


Kuba

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 456
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #26 dnia: Wrzesień 24, 2014, 22:04:48 »
Musiałbym chyba dwuzłotówkę na koszyku kłaść żeby uzyskać taki nacisk.  :zeby:

Zresztą, po doświadczeniach z M75, szczury chyba nie są dla mnie. Na początku mi się podobało, ale jak powiesiłem z powrotem ortofona to słychac różnicę klas.


Piotrek

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1370
    • Obrazki
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #27 dnia: Wrzesień 24, 2014, 22:11:31 »
M 75 to najsłabszy ze słynnych szczurów.
Już dawno jej nie mam.
Używając SC35C lub M44-7 "słychać różnicę klas"
M75 to mniej więcej klasa Ortofona OM10

Kuba

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 456
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #28 dnia: Wrzesień 24, 2014, 22:16:44 »
Wiem, że najsłabszy, ale jest to jakaś szkoła brzmienia.
Ja w przyszłości jednak będę celował w coś ze stajni Ortofona lub Nagaoki.

A tak wracając do tych beatlesów, to trochę wkurza mnie że nawet w takiej Bielsko-Białej jest komis, w którym można coś takiego kupić. W Krakowie jest raptem jeden stacjonarny komis, z zagrzybionym towarem i niemiłym panem sprzedającym.

Piotruś

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1066
Odp: Import płyt do PRL - ciekawostki zza żelaznej kurtyny
« Odpowiedź #29 dnia: Wrzesień 24, 2014, 22:19:38 »
Co do tej szkoły brzmienia, to nie wiem - jak dla mnie taka SC35C gra zuuuupełnie inaczej od M44.

A tak wracając do tych beatlesów, to trochę szkoda że nawet w takiej Bielsko-Białej jest komis, w którym można coś takiego kupić. W Krakowie jest raptem jeden stacjonarny komis, z zagrzybionym towarem i niemiłym panem sprzedającym.

A jakichś rynków, bazarów ze starzyzną nie macie?