Autor Wątek: Polskie Nagrania Muza 1946-1992 - logo, etykiety, matryce, ceny, datowanie wydań  (Przeczytany 27873 razy)

Piotruś

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1066
Hej,
L0001 i L0030 to reedycje z ok. 1955-1957 roku.

Jeśli chodzi o Festiwal Jazzowy Sopot 56 i 57 to były też okładki dedykowane dla tej serii, bez opisów, ale z ciekawą grafiką. Okładki dla Festiwalu '57 są takie same jak dla '56, z tym że wyczerniono cyfrę "6" i dodrukowano "7".

belfer

  • Newbie
  • *
  • Wiadomości: 1
Odp: Polskie Nagrania Muza 1946-1992 - logo, etykiety, matryce, ceny, datowanie wydań
« Odpowiedź #91 dnia: Grudzień 23, 2017, 22:45:40 »
Witam wszystkich. Wybaczcie nieporadność, jest to pierwszy mój wpis na tym forum.
 Chodzi za mną od dawna podejrzenie, że kolor etykiet mógł jednak coś oznaczać. Słuchając płyt polskich i demoludzkich, które kupowałem lub dostawałem  od  ok.1962 zauważyłem, że najczęsciej  na kupowanych płytach występuje  tylko kilka  spośród kolorów, które były w ogóle używane. Że ich było (w Polsce !)  wiele dowiedziałem się właśnie z tego wątku. Poza kolorami jakich nigdy nie widziałem (np. turkusowy, pomarańczowy) oraz pomijając etykiety, które różniły sie praktycznie tylko nasyceniem tego samego praktycznie koloru można by zawęzić najczęstsze kolory do : Czerwony, granatowy, czarny, i kolor który nazywam "blady" bo to jego główna cecha. W  praktyce blado słomkowy, bladołososiowy itp. W rzeczywistości polskiej czy radzieckiej ubóstwo kolorów i trudne do ustalenia barwy kolorów bladych można objaśnić niskim poziomem produkcji papierniczej w ogóle. Przy tym papier (barwiony !) na etykiety musiał jeszcze wytrzymywać pobyt pomiędzy gorącą  matrycą a upłynnionym winylem gdzie panowało  też niezłe ciśnienie.Jak to ktoś napisał rozrzut kolorów można by też objaśnić, że skoro już kolory musza być ( najwyraźniej przynajmniej te kilka) to przy braku w papierni stale używanego barwnika uciekano się do tego co akurat mieli, aby tylko był papier w kilku różniących się kolorach. Tyle wymagań? Na co tyle kłopotu? No właśnie : PO CO  KILKA KOLORÓW ?  To nie mogła być tylko sprawa estetyki. Ta poległby pierwsza. Zresztą co to była za estetyka, te kilka stale tych samych (dominujących)  kolorów.
Tu przyszło spostrzeżenie, że wg mojej oceny podejrzanie często płyty popularne (a więc tłoczone w większych ilościach), z muzyką lekkich gatunków, miały etykiety w" kolorze bladym"( tak w kraju jak i w ZSRR). I spostrzeżenie drugie, że jakość dźwięku na nich była często, nazwijmy to, poślednia. Wiadomo, że w miarę zużywania się matryc jakość tłoczenia spada i jest to zjawisko naturalne. Ale gdybym chciał mieć jakąś kontrolę ile już płyt wytłoczyłem daną parą matryc to możnaby płyty  znakować używając najpierw etykiet (wkładanychdo formy  chyba ręcznie) koloru np. czerwonego, póżniej, np. granatowego, następnie czarnego. Obsługa prasy dostawałaby tylko tyle etykiet koloru np. czerwonego ile wytwórnia wiedziała (z doświadczenia), że będą I gatunku (co ileś płyt jakość tłoczenia sprawdza się odsłuchem i oględzinami) i to samo z następnym, np. granatowym dla "gat II" i tak dalej .Nie wiem ile nasze wytwórnie potrafiły zwykle wytłoczyć z jednej pary matryc,,,