Autor Wątek: "Piraty"  (Przeczytany 7394 razy)

Piotrek

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1370
    • Obrazki
Odp: "Piraty"
« Odpowiedź #15 dnia: Kwiecień 07, 2015, 11:48:36 »
Ale pod ksywą IMP mogła się kryć lewizna Poltonu.

DarkB

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 483
Odp: "Piraty"
« Odpowiedź #16 dnia: Kwiecień 07, 2015, 11:58:06 »
Ale pod ksywą IMP mogła się kryć lewizna Poltonu.
Albo Pronitu lub Wifonu (ten zdaje się, że stosował LP w numerach matryc)..., albo ZPR Records, albo Arstonu - właściwie, to chyba każdej wytwórni ....

joujoujou

  • Jr. Member
  • **
  • Wiadomości: 17
.
« Odpowiedź #17 dnia: Kwiecień 07, 2015, 14:23:35 »
Tak tylko celem uściślenia...
Może warto odróżnić piraty od bootlegów?
Dla mnie pirat, to płyta która była wydana bez zgody wykonawcy, czy też właściciela majątkowych praw autorskich w celu czerpania zysków przez tego, kto tego pirata wydał, z pominięciem faktycznego właściciela praw.
Bootleg, to też taki trochę "pirat", bo wydany bez zgody właściciela, ale to płyta z nagraniami, które nie ukazały się w oficjalnym obiegu. Kiedyś głównie koncertowymi. Później się to pozmieniało i ukazały się tzw. oficjalne bootlegi (choć nie wiem, czy czasem nie było to tak, że wydawali je artyści związani kontraktem z jakąś wytwórnią, niejako poza tym kontraktem).

[...]
Dokładnie to jest tak, że bootlega od pirata różni to, że ten pierwszy zawiera materiały niedostępne w komercyjnym obrocie.

Fakt, że głównie są to (mniej lub bardziej) amatorskie rejestracje koncertów, ale także dema, odrzuty (outtakes) i tak dalej.

Ze zgodą artysty bywa różnie - są artyści, którzy surowo tego zabraniają, a nawet  wynajmują specjalistyczne firmy ścigające bootleggerów. Są artyści przyzwalający na taki proceder (przymykanie oka), ale są też i tacy, którzy sami aktywnie biorą udział w tradingu, a nawet tacy którzy wręcz namawiają fanów do nagrywania i dzielenia się nagraniami z innymi fanami.

Generalna zasada jest taka: jak długo obrót odbywa się bez udziału środków płatniczych, tak długo artyści hałasu nie podnoszą (z wyjątkiem tych wspomnianych na samym początku).

I o ile w czasach niepodzielnego panowania winyli nie było to łatwe (bo wszak winyl kosztuje), to w czasach powszechnej cyfryzacji wymiana bootlegów kwitnie w najlepsze.