Autor Wątek: Myjki do płyt - ręczne, (pół-)automatyczne Knosti, Okki Nokki, Nitty Gritty itp.  (Przeczytany 6044 razy)

DarkB

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 483
Powoli dojrzewam do tego, aby nabyć jakiś bardziej profesjonalny sprzęt do mycia płyt. Póki co używałem (na razie nie mając innego wyjścia używam, jeśli akurat znajdę chwilę czasu) gramofonu Fonica WG-471, na którego talerzu kładłem płytę i ręcznie ją obracając jedną ręką, drugą ręką nanosiłem płyn myjący za pomocą szczoteczki z naturalnego włosia (dla niemowląt), a następnie pozostawiałem płyty do odcieknięcia w stojaku. Metoda ta miała generalnie jedną zaletę - ponieważ gramofon miałem musiałem jedynie zakupić szczoteczkę i ściereczki z mikrofibry (do zdejmowania nadmiaru wody przed odłożeniem na stojak), a dodatkowo mniejsze ryzyko odbarwienia labeli. Wady to przede wszystkim duże zużycie płynu, który spływał na stół i robił niezły bałagan w kuchni (więc praktycznie do zastosowania tylko wtedy, gdy żona już śpi :P ) i dość dużą czasochłonność. Do tego oczywiście wady wynikające z obciekania - schnięcia płyty (czasem pozostawały plamy, co było widać i słychać ;) ). Ponieważ ostatnio nieco zasypały mnie płyty w stanie, delikatnie mówiąc, mocnego zabrudzenia, metoda ta nie bardzo daje się zastosować - głównie ze względu na jej małą efektywność. W związku z tym chciałbym nabyć coś wydajniejszego.

Knosti i podobne - stosunkowo tanie, ale wydajność prawdopodobnie zbliżona + ryzyko odbarwień (a większość moich płyt to właśnie polskie, łatwo odbarwiające się wydania).
Myjki automatyczne i półautomatyczne, typu Okki Nokki, Clearaudio, Nitty Gritty, VPI HW-16.5, Kabusa KAB EV-1 - czy ktoś miał z nimi do czynienia? Ceny już w niektórych przypadkach kosmiczne, ale może przy dużej ilości płyt jest sens pójść tą drogą? W końcu gwiazdka blisko ;) Czego nie wiem? Czy dzięki nim da się istotnie przyspieszyć mycie płyt, czy ręczne nakładanie płynu jest mocno męczące? Bo z tego co czytałem do tej pory, to odsysanie płynu zdaje się być jedną z najważniejszych zalet tych urządzeń, wpływających przede wszystkim na jakość mycia, ale jednocześnie decydującą o koszcie.

A może pójście trzecią drogą i skonstruowanie własnego urządzenia na bazie jakiegoś mocniejszego silnika niż w WG-417 (jakby co mogę wziąć silnik od Duala CS 520, tyle, że on chyba nie jest dużo mocniejszy) i przerobienia ssawki od odkurzacza? Jakieś propozycje, gotowe projekty?

Doradźcie proszę, ale przede wszystkim proszę o własne doświadczenia.

Piotruś

  • Mod
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 1066
Ja od trzech lat używam taniej myjki Knosti. Generalnie to urządzenie spełnia swoją rolę, ale nie jest pozbawione wad. Do najważniejszych zaliczyłbym niewłaściwy rozmiar wanny - jest za wąska, co skutkuje obcieraniem o plastikowe nakładki na etykietę przy myciu grubszych płyt. Ponadto, wykonanie zestawu jest krótko mówiąc tanie i nieestetyczne. Odbarwianie etykiet nie jest znaczącym problemem, jakoś udaje mi się tego dosyć skutecznie unikać, ale najbardziej puszczające czerwone etykiety Polskich Nagrań to w mojej kolekcji rzadkość. Mycie w Knosti, przynajmniej w moim wykonaniu i interpretacji jest skuteczne, przy czym zaznaczam, że ja po kąpieli płyty wycieram do sucha dobrej jakości, czystymi ścierkami z mikrofibry, których używam tylko do tego celu.

Mając porównanie do płyt mytych w droższych urządzeniach automatycznych czy też płyt wyczyszczonych metodą maseczki z kleju do drewna, nie zauważam różnic.

Jeżeli chodzi o komercyjne produkty to lepszym, choć podobnym zestawem do mycia płyt wydaje się być popularny w USA "Spin-clean". Wygląda na to dużo lepszą klasę wykonania, ponadto płyty obracają się na rolkach i szczotki są wymienne. Minusem jest niestety brak żadnego ochraniacza na etykietę, ale co za problem coś takiego wyfasować?

Co do konstrukcji własnej myjki - z pewnością odpadają silniki gramofonowe! Większość popularnych typów ma niewystarczający moment obrotowy, to są silniki mające przede wszystkim nie wprowadzać drgań i utrzymywać obroty. Nic z tego nie jest przydatne przy myjce. Bez odpowiedniego momentu obrotowego, ssanie odkurzacza zatrzyma talerz. Polecam zastanowić się nad zdawczeniem jakiegoś motoru z sokowirówki/wyciskarki do cytrusów. To powinno być w sam raz.

vineelleenn

  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 779
Używam     gramofonu    na78obrotów.
1) Z butelki "polewam" kręcącą się płytę (w nakrętce jest dozownik- wkręcony bolec do pompowanie piłek :D)
2) Pędzlem miękkim (ale sprężystym) rozprowadzam/ myję płytę.
3) Obracającą się płytę wycieramdo sucha (czasem zdejmuję i zostawiam, aż obcieknie)
4) Z druga strona to samo.


I to by było na tyle ;D

Marcin

  • Admin
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 661
Knosti i podobne - stosunkowo tanie, ale wydajność prawdopodobnie zbliżona + ryzyko odbarwień (a większość moich płyt to właśnie polskie, łatwo odbarwiające się wydania).

Mycie płyt to prawie mój konik  :smiech:
Daje to super rezultaty przy odsłuchu !
Knosti jest super , a na polskie labele drukowane "plakatówką"  (Muza) mam sposób ,
nakleić ochronną folię  :)
Prawie jej nie widać , tylko label połysku zyskał (o wodo odporności nie wspomnę )
Kuba jak był u mnie to co najmniej jedną taką płytę widział.
Plik cdr z nalepką zabezpieczającą label udostępnię. ( cdr. plik pod ploter tnący)
Pewnie jutro  8-)
I w tak fajnym temacie pewnie sporo napiszę , ale za jakiś czas  :jezyk:
Bo u mnie testy cały czas trwają , a wnioski są różne  :Ysz:

DarkB

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 483
Jeżeli chodzi o komercyjne produkty to lepszym, choć podobnym zestawem do mycia płyt wydaje się być popularny w USA "Spin-clean". Wygląda na to dużo lepszą klasę wykonania, ponadto płyty obracają się na rolkach i szczotki są wymienne. Minusem jest niestety brak żadnego ochraniacza na etykietę, ale co za problem coś takiego wyfasować?

No właśnie ostatnio to sobie pooglądałem trochę, również w działaniu na youtubie, i trochę zastanawia mnie ten brak ochraniaczy. Miał ktoś z tym do czynienia, albo zna kogoś, kto miał do czynienia? Zalewają się etykiety? Bo może przy tym patencie zagrożenie jest mniejsze niż w Knosti i dlatego nie ma ochraniaczy.

Jednak system na tyle mi się spodobał, że już myślę nad wyfasowaniem takich ochraniaczy. Na razie jedyny pomysł, jaki mi przychodzi do głowy, to wytoczenie czegoś takiego z drewna - choć trochę się obawiam, że takie drewniane tarcze mogą się odkształcić, przez co nie będą dobrze dolegać do powierzchni płyty. Jakieś inne koncepcje?

DarkB

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 483
Myjka ręczna do płyt Spin - Clean - pierwsze wrażenia
« Odpowiedź #5 dnia: Grudzień 12, 2014, 09:07:27 »
Miał ktoś z tym do czynienia, albo zna kogoś, kto miał do czynienia? Zalewają się etykiety? Bo może przy tym patencie zagrożenie jest mniejsze niż w Knosti i dlatego nie ma ochraniaczy.

Już znam kogoś, kto miał z tym, czyli (Spin-Clean), do czynienia ;)
Etykiety się nie zalewają. Napięcie powierzchniowe utrzymuje w czasie kręcenia płyn na powierzchni płyty, nie spływa on na etykietę. Płytę, zresztą zgodnie z instrukcją, po myciu wyciera się dołączoną ściereczkę, przypominająca połączenie gazy z pieluchą tetrową ;) (ściereczka z mikrofibry też się nadaję) i co najwyżej wtedy można przy braku ostrożności przejechać wilgotnym materiałem po etykiecie. Tak zachowuje się płyn dołączany oryginalnie do myjki. Nie wiem jeszcze, jak będzie zachowywał się płyn na bazie izoprapoanolu z dodanym środkiem zmiękczającym, być może przy większej ilości fotonalu napięcie powierzchniowe będzie na tyle małe, że jednak będzie spływać - do sprawdzenia.

Kręci się bardzo przyjemnie, nie jest to męczące, a czasowo wychodzi o wiele lepiej niż kręcenie na talerzu gramofonu, i chyba też lepiej niż Knosti bo odpada czas na zakładanie zabezpieczeń etykiet, no i bałagan w domu o wiele mniejszy. Już nie trzeba myc płyt w kuchni, można spokojnie robić to w pokoju, słuchając jednocześnie muzyki. Także zużycie płynu jest mniejsze niż w metodzie talerzowej, bo się praktycznie nie rozchlapuje, zużywa się tyle, co się zbierze na płycie i później wytrze ściereczką.

I najważniejsze - skuteczność. I tum mam mieszane uczucia. Myciu poddałem płyty, które wcześniej były już umyte metodą talerzową, a mimo to "smażyły", choć nie były widocznie porysowane. I z jednej strony, mycie w jakiś sposób było skuteczne, bo na dnie naczynia pojawił się osad, niewielki bo niewielki, ale zawsze. Ale z drugiej strony, smażenie dalej było słyszalne. Może mniejsze, może nie, to jest mi na razie trudno ocenić, bo nie mam aż takiej pamięci, żeby porównać  - musiałbym chyba przesłuchać płytę tuż przed umyciem, a później zaraz po, a i tak nie wiem, czy byłbym w stanie zauważyć różnicę - ale może kiedyś tak zrobię.
Optycznie, niektóre płyty wyglądały jednak na niedomyte, co do niektórych plam to jeszcze nie jestem pewien, czy to niedomycie, czy obtarcia, trzeba będzie wziąć do ręki lupę. Na niektórych widoczne są też zacieki, głównie na części dobiegowej, ale to akurat jest ten fragment płyty, z którym spin-clean jakby słabiej sobie radzi (coś za coś - albo mokra etykieta, albo niedokładnie umyta dobiegówka). Tym niemniej, opisany w instrukcji sposób mycia (trzy pełne obroty w jednym kierunku, następnie trzy pełne obroty w przeciwnym) jest dobry chyba tylko do zupełnie czystych płyt :mrgreen:

Tak, czy inaczej, będę testować dalej. Na razie umyta pierwsza partia dwudziestu paru płyt 12 calowych, więc tak naprawdę wszystko jeszcze przede mną. Mam zamiar dzielić się kolejnymi doświadczeniami. Jedno, zdobyte jeszcze podczas stosowania metody talerzowej to takie, że przed włożeniem płyty do myjki trzeba wytrzeć powierzchnie obu stron płyty wilgotną ściereczka z mikrofibry i w ten sposób zebrać największy i powierzchniowy brud (nazwijmy to czyszczenie zgrubne). Inaczej płyn po 2 - 3 płytach nadawałby się do wymiany (a co najmniej filtrowania).


DarkB

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 483
Myjka ręczna do płyt Spin - Clean - kolejne wrażenia
« Odpowiedź #6 dnia: Styczeń 23, 2015, 15:39:39 »
Zgodnie z przewidywaniami, mikstura z dodatkiem Mirasolu spływała i potrafiła zamoczyć etykietę. Prawdopodobnie jednak dodawałem go za dużo (chęć spływania była wyraźnie proporcjonalna od ilości dodanego Mirasolu), bo poza tym zostawał też osad (widoczny pod lupą) i smażenie cały czas było. Miałem też podejrzenie, że za osad może też odpowiadać wycieranie płyt i to mimo używania zarówno fabrycznych ściereczek, jak i ściereczek z mikrofibry przeznaczonych do ekranów ciekłokrystalicznych.
Zatem wróciłem do płynu dołączanego do myjki, ale po pierwsze zastosowałem wodę destylowaną (aptekarską) i po drugie - ponieważ roztwór oryginalnego płynu nie zalewał etykiet - postanowiłem nie wycierać płyt po myciu tylko odstawić je na suszarkę do obcieknięcia i wysuszenia. I mam wrażenie, że efekt jest lepszy: zacieków nie widać i efekt mycia jest jakby lepszy - czytaj: smażenie jest mniejsze (no chyba, że płyta zjechana, ale na to mycie już nic nie pomoże :P ). Bo trochę mnie już zaczynało wkurzać, że niektóre płyty wyglądały niemal jak nówki a słychać je było jak Himilsbacha wielokrotnie przepuszczonego przez Bambino ;)

Musze jeszcze przetestować jak się będzie zachowywać mikstura na aptekarskiej destylowanej z symboliczną ilością mirasolu, a później wrócić do zwykłej demineralki z supermarketu.

A poza tym to bardzo fajna myjka - szybko się myje, nie trzeba nakręcać żadnych osłon, można płyn na jakiś czas zostawić w myjce, nie ma problemu z tym by umyć jedną czy pięć płyt - nie trzeba rozstawiać całej aparatury i można to robić w pokoju, jednocześnie słuchając muzyczki :)