Autor Wątek: Umiejętność słuchania - Filmy dla uszu  (Przeczytany 2580 razy)

Robert007Lenert

  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 502
    • LOS AGENTOS
Umiejętność słuchania - Filmy dla uszu
« dnia: Sierpień 15, 2014, 17:21:31 »
Jako, że to autorski tekst... pozwolę sobie go i tutaj zamieścić.

Filmy dla uszu

Kiedyś w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Jagielońskiego miałem prelekcje ilustrowaną nagraniami o takim tytule: „Umiejętność słuchania muzyki …..nawet free jazz nie będzie ci obcy”. Spotkanie cieszyło sie sporym zainteresowaniem.

Poniżej kilka myśli /wybrane z większej całości/.

MUZYKA……

……..Muzyka powstaje w głowie. Palce /pianista, gitarzysta itd. dla innych instrumentów np. zęby, usta itp. / są potrzebne do „połączenia” mózgu z instrumentem. Jeśli to co z mózgu wysłane da sie tymi „palcyma” to jest ok i to wystarcza. Jeśli w mózgu jest mniej niż w pacach to nadmiar w „palcach” nie pomoże. Jak w „palcach” jest za mało dla mózgu to się ćwiczy by nadgonić.
…………Muzyka to nic innego jak zorganizowane wedle pewnego klucza /klucze mogą być bardzo rożne /dźwięki o różnej częstotliwości i głośności, cisza między tymi dźwiękami, struktury rytmiczne a wszystko to odbywa się w pewnym przedziale czasowym. Na jej odbiór wpływa praktycznie nieskończona liczba czynników w tym upodobania i przyzwyczajenia słuchacza, pora dnia, okoliczności słuchania /np. miejsce/, doświadczenia związane z poznaniem różnych gatunków muzycznych, krąg kulturowy w którym słuchacz dorastał itd.
…………..Co rozumiecie przez rytm? Co to jest polirytmia? Dlaczego uliczny hinduski tablista bezproblemowo zapamiętuje dziewięciominutowy schemat rytmiczny grając jakąś ragę? Natomiast znakomity jazzowy europejski perkusista musi te rytmy studiować latami jeśli oczywiście chce je wykonywać? Co spowodowało, ze w muzyce afroamerykanów pojawiły sie dźwięki których nie ma ani w Europie ani w Afryce / oczywiście do czasu aż powstał blues i jazz/ czyli te słynne „bluenoty”

ESTETYKA

………. Pytanie: A ja chciałbym nauczyć się słuchać opery, Rachmaninowa i khuumii – mam szansę? Jak to zrobić?
Bo na dziś nie umiem słuchać, bo chyba jej nie rozumiem… No właśnie – dlaczego nie umiem słuchać
Odpowiedź: Sądzę , że masz podobnie jak ja . Chodzi o operę. Obaj jesteśmy wychowani na wokalistyce rodem z bluesa. W rozumieniu muzyki klasycznej, operowej bluesmani fałszują. A dokładnie większość dźwięków które śpiewają jest nietrafiona. Ślizgają się płynnie np. pomiędzy C i Cis. Do tego bywa, że nie przestrzegają zasady dur – mol plącząc te dwa tryby. Ta estetyka nam obu odpowiada i nagle trafiamy na jakiegoś tenora czy inna Divę operowa i mamy problem z ich „fortepianowym” sterylnym strojeniem. Wkurza nas to normalnie.

NATURA POZNAWCZA – EWOLUCJA – PROGRESJA – ZGUBNY WPŁYW KOMERCJI

………Na tym spotkaniu były osoby które nie miały pojęcia , że istnieje taka muzyka jaką grają np. Taj Mahal, Ry Cooder, Captain Beefheart, Tom Waits, Patricia Barber , Ali Farka Toure, Cassandra Wilson. Nie to, że nie znali tych wykonawców. Nigdy nie spotkali się z taką estetyka muzyczna nie mówiąc juz o Johnie Coltrane…co dla mnie było lekkim szokiem. Mając teoretycznie nieograniczony dostęp do wszystkich odmian, gatunków / za sprawą Internetu / bazują wyłącznie na tym co grają radia komercyjne. To dla wielu cały muzyczny świat, poza nim nie ma już nic.
…………Przez lata obcowania z muzyka zauważyłem, że skłaniam ku nowemu niepoznanemu w momencie gdy nurt, w którym akurat mocno przebywam zaczyna mnie nudzić. Wszystko staje się zbyt przewidywalne, niczym nie zaskakuje. Wtedy zaczynają się moje wycieczki poznawcze. Tak było np. z muzyka Johna Coltrane a potem free jazzem. Nadszedł dzień gdy miałem dosyć konwencjonalnego bluesa, blues rocka i swingującego jazzu. Nawet orkiestra Counta Basiego zaczęła mnie nudzić. Oni coś grali a ja wiedziałem co nastąpi, jakie będzie rozwiązanie frazy i mogłem to przewidzieć nie znając danej kompozycji, po prostu stali sie zbyt przewidywalni. Oczywiście dzisiaj chętnie wracam do ery swinga, ale czasami potrzebna jest odtrutka, inny rodzaj emocji. Nadszedł i taki dzień że i Coltrane mi się trochę przejadł, ale znalazłem cos zupełnie innego a jednocześnie coś co zauroczyło mnie swoim pięknem. Były to ambientowe mgły roztaczane przez Briana Eno, eteryczne neoklasycyzujące Penguin Cafe Orchestra. Gdy mam ochotę na kopa w muzyce sięgnę po Stonesów, bądź japońskie punkowy Afrirampo. Dobrze mi z tym. Kocham muzykę, kocham ją poznawać. Może kiedyś i opera będzie mi bliższa, mało prawdopodobne, ale okazuje sie ze glos operowy w polaczeniu z odjechanym jazzem jaki gra Steve Lacy /jego dziewczyna jest śpiewaczką operową i czasem bierze udział w jego projektach/ potrafi mnie zachwycić. Reasumując uważam, że sprawa oczywistą jest iż mamy swoje ulubione klimaty muzyczne, gatunki, wykonawców, ale warto metoda sondy” zapuścić uszy” na coś nieznanego. Może stać się tak, że właśnie w tym nieznanym odkryjemy to czego jeszcze nigdy nie dane nam było dotknąć. Odkryjemy absolutne piękno muzyki.
…………John Coltrane od roku 1964 nagrywał bezkompromisowe płyty, zupełnie wbrew obowiązującym trendom komercyjnym a to właśnie jego muzyka doprowadziła do rozkwitu finansowego wytwórnię Impulse dla której wydawał. Mimo, ze od jego śmierci minęło już ponad 40 lat jego albumy są wizytówką Impulse i nadal przynoszą tej firmie krocie.
………….Pewien ceniony muzyk kiedyś tak powiedział: „Zawsze chciałem być filmowcem…i stało się „kręcę” filmy dla uszu” .
……….

„To, co tworzyło napięcie dziesięć lat temu,
dzisiaj już go nie wywołuje, ponieważ stało się dla
naszych uszu pospolite. Aby wytworzyć teraz
ten sam rodzaj napięcia, trzeba zastosować coś,
co jest jeszcze bardziej odległe od naturalnej
idei pięknego brzmienia…” – Dave Holland

„Pewien stopień deformacji jest niezbędny w sztuce…… Inaczej możemy tak wypolerować, że wejdziemy w obszar kiczu” Tomasz Stańko



…………Dla mnie osoby faktycznie interesujące się muzyka to ci co kupują płyty , chodzą na biletowane koncerty. Jak się bawią słuchając / tańczą, skaczą, stoją wmurowani, siedzą pijąc coś..itd. / to już wyłącznie ich indywidualna sprawa. Jeśli zwracają uwagę na to co słychać ze sceny to jest ok.
………… Tak czasami sobie myślę, czy w chwili obecnej problemem nie staje się zbyt łatwy /darmowy/ dostęp do muzyki. Kilka kliknięć i mamy pełną dyskografie np. Floydów czy Davisa. Nagle słuchacz staje przed ogromem muzyki i najnormalniej nie przesłuchuje jej ściągając kolejna dyskografie przykładowo ELO bądź AC/DC. Robi to wszystko trochę na oślep, bez skoncentrowania się na konkretnych przełomowych , czy ważnych dla artysty albumach. Liźnie trochę tego, trochę tamtego i pobierze 60 płyt innego wykonawcy. Sięgając do portfela robi sie to o wiele rozważniej. Najpierw trzeba przemyśleć czy aby na 100% chcemy wydać na ten album pieniądze, czy może jednak inna płyta bardziej nas kusi. Jeśli już kupimy to z cala pewnością wysłuchamy w skupieniu nausznie sprawdzając słuszność naszej decyzji.
…………Uważam, że kwestia poznawcza, historyczna jest bardzo istotna w przypadku zgłębiania muzyki. Obok płyt, nagrań warto sięgnąć po literaturę, leksykony, encyklopedie przewodniki, informacje zawarte na okładkach płyt, wkładkach do nich. To kopalnia wiedzy.
……………Mnie krew zalewa jak ktoś robi notatki na kopercie albumu, jak wpycha piękny digipack do zbyt małej kieszeni mnąc go niemiłosiernie. Dobra niech wam będzie, jestem przeżytkiem, wariatem, który da się pokroić za „Om” Johna Coltrane wydany na impulsowskim grubym jak palec winylu w grubej tekturowej, rozkładanej laminowanej i dodatkowo lakierowanej okładce. I co z tego ze można to mieć na cd, cd ma współczesny master i brzmi inaczej, inaczej niż to wymyślił John Coltrane, bo on juz był w grobie gdy remasterowano ten album i nie mógł nic powiedzieć. Nie miał wpływu na wznowienie swojej modlitwy. Tak modlitwy! „Om” to muzyczny zapis niesamowitej modlitwy! Ta płyta miała tylko takiego pecha , ze ukazała sie chwilę po fenomenalnym, tez hymnicznym „A Love Supreme” /John Coltrane/ i pozostała w cieniu tego ponadczasowego, dla mnie najważniejszego dzieła w historii jazzu.
……….. ważne było kto prezentuje daną płytę, co o niej mówi. Byli prezenterzy, którzy potrafili przekonać nas do swoich gustów, bo potrafili pięknie i rzeczowo mówić o muzyce. Nigdy nie zapomnę pana Janiszewskiego i jego prezentacji dyskografii Led Zeppelin. Kosmiczne przeżycie! Tak to były magiczne czasy
……………No chyba lubisz wiedzieć kogo słuchasz. Z jakiej płyty są to nagrania, jaki styl reprezentuje artysta. Czy album pochodzi z lat 40-tych ubiegłego wieku czy może to premiera z 2011, że
Amon Duul II to formacja niemiecka wyrosła na bazie komuny hippisowskiej itp. Bez świrowania, ale jednak warto coś wiedzieć o twórcy i okolicznościach powstania dzieła /choćby lat w których powstało/ To co dzisiaj wydaje się oczywiste np. w roku 1970 było przełomowe i nowatorskie. I może sie okazać ze jakiś aktualnie grający band, który nas zachwyca nie jest niczym innym jak klisza kogoś.
…………Nie trzeba lubić różnorakiej muzyki, ale trzeba mieć świadomość , ze świat nie kończy się na rapie czy metalu. Ortodoksyjni wyznawcy gatunków są…. trochę jak sekciarze.
……………Myślę, ze każdy z nas spotkał się z sytuacja gdy ktoś w naszej obecności uznał, określił jakąś muzykę jako hałas. No i mogło być tak , że w naszym odczuciu był głuchy jak pień, lub miał sporo racji. Ale ciekawe w tym jest to, ze np. pani/pan X uważa za hałas solo Claptona z czasów Cream, czy śpiew Johna Lee Hookera a pani/pan Y potrafi odpoczywać przy kanonadzie industrialnych dźwięków Merzbow. Jeden zachwyca sie brzmieniem trąbki Davisa a inny określa ją mianem „kociej muzyki”.
………..Niejeden z nas w miarę poznania zmieniał poglądy na pewne zjawiska muzyczne. Zostawiał z boku to czym kiedyś się zachwycał uznając to za miałkie, sięgał po coś, co dawniej było nie do przyjęcia, bo usłyszał w tym piękno a bywało iż utwierdzał się w przekonaniu, ze jednak ci „Beatlesi” / możesz w miejsce „….” wstawić kogoś zupełnie innego / mimo ze tacy „oczywiści” naprawdę są wielcy a ich muzyka to kanon!!!

OSŁUCHANIE – PERCEPCJA – INFORMACJA MUZYCZNA

…………..Często w różnych dyskusjach pada określenie „osłuchanie”. Mówi się, że dana osoba jest osłuchana muzycznie a inna ma braki w osłuchaniu. Czy to tylko slogan, czy faktycznie ma to wpływ na odbieranie doznań muzycznych? Okazuje się, ze świadome obcowanie z muzyką rozwija słuch relatywny /rozróżnianie wysokości dźwięków/ a ten z kolei pozwala nam na pełniejszy odbiór materii dźwiękowej.
…………….Pojawił się pogląd, ze cześć słuchaczy muzyki…tak naprawdę jej nie słyszy. Okazuje się, że nie jest to pozbawione sensu. Jest grupa ludzi, która ma z tym problem. I nie mowie tutaj o rozróżnianiu dźwięków…są tacy dla których wznoszenie, czy opadania np. linii wokalnej to „wsjo” ryba. Są tacy, którzy słyszą jako tako linie melodyczna i rytm…natomiast to co dzieje się poza główną melodia całkowicie umyka ich percepcji.
…………………..Najwięcej informacji muzycznej , dźwiękowej jest w środkowym zakresie słyszalnego pasma. Co ciekawe, wiele osób podkręca tzw. sopran i bas….czyli tak naprawdę wycofuje środek pasma /pomijam już to, że tymi dwoma ruchami gałek rozsypuje w pył misterną pracę muzyków, producenta i realizatora /. Wycofując środek /lub jak kto woli konturując ( to działa analogicznie) / pozbawia się najważniejszej części nagranej muzyki.
Ps. Kontur przydaje się przy bardzo cichym słuchaniu, bo z natury skraje pasma przy niewielkim poziomie głośności zatracają się dla naszych uszu.

…………..Homo sapiens…. jedyny gatunek ssaka obcujący /czasami/ ze sztuka.

Robert Lenert

DarkB

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 483
Odp: Umiejętność słuchania - Fimy dla uszu
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 17, 2014, 20:18:05 »
Długo nie rozumiałem. co to znaczy "Fimy dla uszu". Aż pojąłem, że to zwykła literówka, że to źle zapisany jeden z przytoczonych cytatów ;)

Fajny tekst.

Jasne, jak zawsze można by mieć parę uwag. Jak choćby do kręcenia gałkami. Bo nie każdy sprzęt odtworzy muzykę tak, jak chcieliby jej twórcy. No i co z tym, że wraz z wiekiem słyszalność góry i dołu jest coraz słabsza? ;) Choć oczywiście jeśli chodzi o pryncypia, to zgoda :)

Marcin

  • Admin
  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 661
Odp: Umiejętność słuchania - Filmy dla uszu
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 23, 2015, 10:40:53 »
Już dawno przeczytałem ten tekst , jednak nie bardzo do mnie dotarł, pewnie dla tego że muzyka nie jest dla mnie w kategoriach ważności na czołowych miejscach, raczej jest tylko z pośród wielu dodatkiem umilającym egzystencję . Ale "czasami jak mnie co wzruszy rzuca mnie się na uszy"   ;D

Wczoraj obejrzałem filmik dokumentalny "Muzyczny Umysł"  , 47min lektor pl.
Jak dla mnie całkiem fajny film, po obejrzeniu więcej do mnie dociera z tekstu Roberta.
Jeśli ktoś nie widział to zapraszam