Autor Wątek: Z Krainy Kwitnącej Wiśni  (Przeczytany 2002 razy)

Robert007Lenert

  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 502
    • LOS AGENTOS
Z Krainy Kwitnącej Wiśni
« dnia: Sierpień 04, 2014, 12:04:02 »
Historia pewnej fascynacji

Postanowiłem zebrać tutaj cześć moich wypowiedzi, opowieści, odpowiedzi, recenzji płyt, które napisałem na przestrzeni kilku ostatnich lat. Dokładnie zaczęło się to 19 marca 2011 roku. Bedzie to historia mojej fascynacji muzycznym zjawiskiem o nazwie ACID MOTHERS TEMPLE. Serdecznie zapraszam do lektury i zachęcam do komentowania, pisania oraz różnych innych aktywnych działań w tym temacie. /pisać proszę na adres: lenert@o2.pl /
Podczas mrocznej nocy z 19 na 20 marca 2011 roku przeglądając paczkę zamówionych płyt z udziałem lidera grupy GONG postanowiłem włączyć album który kupiłem w ciemno……. efekt tego pierwszego przesłuchania trwa po dzień dzisiejszy….
……………..Acid Mothers Gong. To połączone siły Acid Mothers Temple i lidera Gong oraz Mothers Gong. Na płycie zapis koncertu „Live in Nagoya” który miał miejsce w roku 2003. Nieprawdopodobna hipnotyczna , transowa muzyka podparta potężnym gdy trzeba rockowym brzmieniem. Znakomity koncert! Jestem oszołomiony!
………………..No i mam koleją płytę AMT. Tym razem to zapis koncertu z Sapporo z 2008 roku. Produkcja dźwięku zerowa! Nagranie prosto z konsoli bez obróbki do tego miejscami mocno przesterowane a pozycja oficjalna z dyskografii grupy! Czy to prowokacja ? Czy może protest przeciw wygładzonym niby koncertowym współczesnym nagraniom? Cholera ich wie. Może im sie nie chciało obrabiać dźwięku leniwcom Kolejny raz słucham tego koncertu /przesterowany w głośnych miejscach niemiłosiernie!. Po ostrej, masakrycznej, extremalnej jeździe /Pierwszy utwór ma ponad 26 minut/ w jego drugiej części następuje piękne wyciszenie i gładko przechodzą do transowej błogiej ballady łkanej przez jakieś dziewczę po japońsku a Kawabata zaprzestaje zgrzytów i sprzężeń i wchodzi w rejon delikatnych dzwonkowych dźwięków o pięknej melodyce. Kurde zagadką dla mnie jest ten pan. Drugi a zarazem ostatni na płycie numer to znana mi juz ich sztandarowa „Pink Lady Lemonade” w wersji 46 minutowej! /nieco słabsza od tej z Acid Mothers Gong bo wykonana z mniejsza precyzja/. Co by nie gadać, ta muzyka raz mnie wkurza, raz kusi. Nie bardzo wiem co sądzić, ale czekam z utęsknieniem na kolejna dostawę płyt . Ponoć juz do mnie lecą
………………….No i poczta dostarczyła kolejne przesyłki z Japonii. Tym razem studyjny album AMT, formacje ANDROMELOS /Yamazaki Maso, Okano Futoshi, Kawabata Makoto/ uznawana za supergrupę z tego rejonu świata. Do tego projekt SEIKAZOKU /Znów z udziałem Makoto!/ i na deser power trio z Makoto w roli lidera /płyta o tytule SEKKUTSU JEAN+KAWABATA MAKOTO/ i jeszcze jego solowy ambientowy album „Your Voice From The Moon”. Wstępnie juz przesłuchałem kilka. Powiem tylko tyle. Juz nie mam wątpliwosci co do kompetencji Makoto jako gitarzysty/ w tradycyjnym postrzeganiu gry na tym instrumencie!
………………..SEIKAZOKU to najbardziej odjechany projekt Kawabaty. Z założenia totalnie free z elementami ich tradycyjnej muzyki japońskiej. To  w linku

, to polaczone 3 kompozycje: Muharrram, Saffar i Rabi-ul-awwal i koda z czegoś czego nie znam. W identycznej kolejności grają je na płycie z koncertu w Tokuzo z roku 2005 czyli kilka lat wcześniej. Jeśli ktoś ma ochotę posłuchać Makoto w jego najbardziej przystępnym i tradycyjnym projekcie /zero atonalności, rytmy regularne, brak wyjących gitar, ogólnie relaksowe granie z lekkim pazurkiem rockowym/ to polecam formacje o nazwie Andromelos /muzycznie to taki trochę bardziej pokręcony Hawkwind /
…………………..Moja japońska zakrętka trwa nadal Właśnie czekam na kolejne płyty w sumie sześć w tym pierwszy w mojej kolekcji winyl AMT z roku 2009.
……………….Widzę, ze Was średnio rusza to co robi kolektyw Acid Mothers Temple, ale ja będę uparcie ich tutaj lansował Tym razem formacja o nazwie ACID MOTHERS GURU GURU. To psychodeliczne trio. Za perkusja legenda Krautrocka Mani Neumeier lider histrorycznych GURU GURU.
…………..Kolejne płyty dotarły, kolejne jeszcze są gdzieś nad oceanem. Co mogę napisać o tych które wczoraj trafiły do mnie? Są to dwa albumy. Pierwszy to zapis koncertu Acid Mothers Guru Guru. Fenomenalny koncert! Kawabata gra jak na siebie dosyć tradycyjnie, czyli konwencjonalnie choć Mani zachęca go kilka razy okrzykami do większego odjazdu Kapitalnie pracująca sekcja rytmiczna / jak rewelacyjnie potrafią zabrzmieć na koncercie bębny!/ Ogólnie w klimacie starych Guru Guru, ale podlane świrem Makoto i etnicznymi wtrąceniami / gardłowe śpiewy, flety na których znakomicie gra basista. Ponad 50 minut psychodelicznego rocka w klimacie raz to Guru Guru raz Hendrixa. Pozycja obowiązkowa! Album drugi to studyjna płyta firmowana nazwa Acid Mothers Temple zatytułowana: Just Another Band from the Cosmic Inferno. Tylko dwie kompozycje! Pierwsza to hard-space boogie podane z takim ogniem, ze trudno uwierzyć , ze można grac z taka energia! Kolejny 45 minutowy numer utrzymany w podobnym klimacie ale bardziej trącący metalowa mantra. Słuchając tego albumu ma sie nieodparte odczucie ze nagrano go w starej fabryce /specyficzny pogłos/ Muzyka brzmi nieziemsko potężnie! Kolejna dawka muzycznej miazgi! Czekam na więcej.
………………No i stało sie! Makoto i Mani /te dwa nazwiska firmują album/ wydali płytę „SAMURAI BLUES”. Z tego co miałem możliwość posłuchać będzie arcyciekawie. To ciecie mieczem, ostre ciecie!!!
To jedyny znany mi utwór /w całości/ udostępniony z tego albumu /niżej podaje link/. Zaczyna sie odjazdowo /pozornie bałaganiarsko / i stopniowo wszystkie instrumenty zaczynają spotykać się w czasie. Pojawia sie specyficzna psychodeliczna mantra z pewnymi odniesieniami /w gitarze/ do Hendrixa. Koniecznie należy wysłuchać do końca!!! Jeśli ktoś odpuści koniec nie będzie wiedział nic o całości. http://www.dustedmagazine.com/reviews/6353
………………………Kolejne dwa albumy wylądowały i juz cieszą moje uszy. Pierwsza to eteryczna: Jellyfish Rising – solowa płyta Kawabaty Makoto. Zmysłowa, eteryczna, delikatna. Nagrana wyłącznie za pomocą gitary z użyciem loopera i rożnych pogłosów. Śliczna w konwencjonalnym tego słowa znaczeniu! Kolejna to projekt Makoto o Nazwie Musica Transonic. Rzecz mocna, siłowa. Power trio poruszające sie na granicy hard rocka – jazz rocka, ale tym razem raczej bardziej „matematyczne” niż w przypadku Sekkutsu Jean. Nowoczesna płyta z dronowym basem w klimacie Laswella. Oczywiście obie polecam!
………..Kolejne dwa Japończyki dotarły i pierwszy raz sie wkurzyłem! A to za sprawą limitowanej epki / choć trwa 39 minut/. I nie poszło o muzykę, czy stan techniczny płyty / jest nowa, idealna tak sama płyta jak i poligrafia, muzyka świetna/ Poszło o sposób w jaki płytę umieszczono w poligrafii. Dostałem zafoliowaną no to pozbyłem sie folii i…. kurde okazało sie ze poligrafia to rodzaj origami , czyli po prostu cwanie poskładany plakat a wewnątrz krążek. Do tego tak poskładany, ze po zdarciu folii nijak to sie nie chce razem kupy trzymać. Płyta  wypada. No i kombinuje jak to zebrać w całość. Tytuł tego wydawnictwa: Power House Of Holy. To album dokumentujący trasę AMT po USA w roku 2006 edycja limitowana 500 sztuk.
…………….Wylądowały kolejne Japończyki. Sporo tego. Na ta chwile jeszcze nie obsłuchane należycie. Muszę natomiast wspomnieć o pierwszym winylu jaki dotarł w poprzedniej dostawie. Tytuł: Cometary Orbital Drive. Firmuje to nazwa: Acid Mothers Temple & the Melting Paraiso U.F.O. Transowe, „spejsowe” granie, po jednym utworze na stronę longa. Ambiento-mantra z elementami kosmicznego rocka i uwaga idustrialnego techno, które raz to pojawia sie raz to odpływa w przestrzeń międzygalaktyczną. Tłoczenie czarnej płyty fenomenalne! Brzmi znakomicie! Edycja tego winyla to 1500 sztuk /wersja cd nie jest limitowana/. Płyta ukazała sie w roku 2009.
…………….Sterta japońskich płyt rośnie i rośnie. A ja ciągle nie mam dość. Dzisiaj pragnę zarekomendować kolejne wcielenie AMT tym razem rozwijające się w nazwę: Acid Mothers Temple SWR i album o tytule SWR. Co nowego w muzyce Makoto i jego koleżanek /czasami pojawiają się w jego składach trzy rożne panie/ i kolegów? Na tym albumie objawiają się wyraźne odniesienia do estetyki Captaina Beefhearta jednego z moich wielkich ulubieńców. Pierwszy raz tez słychać gitara slide na której wlaśnie w stylu Beefheartowych gitarzystów gra Kawabata Makoto. Zresztą kilka partii gitarowych traci tutaj tez duchem Franka Zappy. Nie obywa sie tez bez „jazzujaco-awangardowego lomotu” Do tego etniczne gardłowe śpiewy i mamy koktail o nazwie SWR. Uwaga po wypiciu efekt analogiczny jak po regionalnym podhalańskim drinku „Góra cyy” Aaaa płytę otwiera utwór który śmiało mógłby być singlem granym w jakieś stacji radiowej. Normalnie przebojowy kawałek! Płyta wydana w roku 2005 / nagrana w 2004 pomiędzy 10 rano a 19-sta 28 kwietnia/. Należy też dodać że produkcja dźwięku znakomita! Album brzmi fenomenalnie! Zresztą Makoto i jego band zwykle nagrywają analogicznie jak jazzmani, czyli grając kolektywnie. I jeszcze jedna istotna informacja. Nie znajdą państwo tutaj słynnych 30 bądź 40 minutowych długasów . AMT. SWR to trzynaście zwartych kompozycji.
……………….Kolejna produkcja odsłuchana wielokrotnie. Tym razem album „Close Encunters of the Mutants”. Tę płytę firmuje nazwa Acid Mothers Temple & The Melting Paraiso U.F.O.. Zaczyna sie wręcz noise-rockowo. To pierwszy utwór. Po nim następuje wyciszenie i pojawia sie etniczna w brzmieniu i klimacie pierwsza cześć „Cosmic XXX”. Po niej potezny riff intonuje dziewięciominutowy noise-space-rock by wyciszyć się w drugiej części „Cosmic XXX”. Naprzemiennie raz ostro raz ludycznie i wschodnio. Na zwieńczenie dostajemy w prezencie 22-minutowy mantrowo-orientalny „Kiss in the dream wood” powoli przeobrażający się w przytłaczającego space-rockera, by na samym końcu wrócić do estetyki akustyczno-orientalnej. Po obcowaniu z muzyka AMT pojawia sie tylko czasem taki problem, ze następny wykonawca brzmi jakoś dziwnie przewidywalnie.
…………. Wiem ze cześć z was ma powyżej uszy i mnie tej zakładki, ale ja i tak będę sobie tutaj pisał Kolejne dwie płyty które dotarły z dalekiej Japonii przyniosły muzykę eteryczna, ambientową. Ktoś ją porównał do muzycznego LSD i chyba miał sporo racji. To dwa albumy Kawabaty Makoto nagrane jednoosobowo z użyciem gitary, elektrycznego sitaru, etnicznych instrumentów /kemenje, zurna, sarangi, taiko, bouzouki/ oraz dźwięków generowanych z syntezatorów analogowych. Obie pochodzą z cyklu INUI. Czyli INUI.2 i INUI.3. Pierwszą część cyklu na dzień dzisiejszy też posiadam.
…………Wczoraj wylądowały kolejne dwie pozycje. Pierwsza to tzw. 7 calowa płyta /singiel winylowy/ gruba tak, ze trudno uwierzyć. Zawiera 3 kompozycje utrzymane w klimacie muzyki eksperymentalnej z inklinacjami jazzowymi. Tłoczenie fenomenalne! Kolejna to album Hot Rattlesnakes firmowany nazwa Kawabata Makoto & The Mothers of Invasion. Proszę zobaczyć pod tym linkiem do jakiej słynnej płyty nawiązuje okładka tego wydawnictwa: http://www.allmusic.com/album/hot-rattlesnakes-r620439
Dzisiaj napisze tylko tyle , ze to jeden z najlepszych solowych rockowych albumów Kawabaty Makoto.
…………..I jeszcze kilka slow o pozycji powyzej. Grzechotnik ukąsił i zaczynasz odpływać. Zapominasz o otoczeniu, unosisz sie na fali. Ten jad działa i albo pokochasz i oswoisz te dźwięki, albo pobiegniesz po surowice i nigdy nie zaznasz piękna tej muzyki.
…………..To juz bodaj 23 Japończyk jaki do mnie dotarł. Choć tym razem nie do końca japoński. Kooperacja awangardowych Włochów o nazwie Jennifer Gentle i Kawabaty Makoto. Zapis koncertu z klubów Banale oraz Gorizia. Płyta wydana nakładem włoskiej A Silent Place w roku 2008 zatytułowana ‚The Wrong Cage”. Album utrzymany w klimacie wczesnych Guru Guru. Kilka tematów staje sie pretekstem do improwizacji. Dodam ze porywających improwizacji. Jest trans, jest kosmos, jest jazda!
………….No i kolejna współpraca Makoto i jego kolegów z europejskim muzykiem /Daniel Keenal z UK/. Projekt nosi nazwę Rebel Power. Minimalistyczna gitarowa muzyka cos w klimacie dark-ambient. Doleciał jeszcze odjechany projekt Tenrin Tsurubami. Free jazz zblizony w klimacie do zwariowanych projektów Johna Zorna. Na perkusji dziewczyna Emi Nobuko na basie podpora AMT Higashi Hiroshi. Muzyka trudna w odbiorze, ale bardzo wciągająca.
………….Dla tych co juz sie ucieszyli, ze koniec. Kolejne Japończyki przemierzają ocean i niebawem trafią do mnie. 
………… Tym razem japoński desant jest potężny, choć zawiera tylko jeden album z udzialem Makoto. To płyta firmowana razem z awangardzista Richardem Youngsem. Muzyka nastrojowa, z gitarami akustycznymi, idealna na wieczór. Natomiast będę miał okazję dokładnie poznać dokonania takich formacji jak Dousid3, Marble Sheep /cztery pięknie wydane albumy/ Mandog, Kikishi i na dodatek sześć znakomitych płyt legendarnego Damo Suzuki ! No to mam czego sluchać a to jeszcze nie koniec.
…………….Tydzień temu w audycji „Songi, bluesy i ballady” /zostałem zaproszony do współprowadzenia/ Antoniego Krupy na antenie Polskiego Radia Kraków pojawił się utwór otwierający płytę Acid Mothers Temple SWR. Słuchacze wytrzymali . Pani realizator programu skomentowała kompozycje słowami „bardzo interesujące!”. Razem z prowadzącym uznaliśmy numer za przedstawiciela „songow”
……………Zamęczam Was, ale liczę na , że jeszcze ktoś poza tymi kilkoma osobami które do mnie napisały sięgnie po muzykę Kawabaty czy tez jego AMT i rozkocha sie w niej. Tym razem dotarły do mnie dwie a w zasadzie trzy płyty Kawabaty. Winyl ” Hosanna Mantra” z dodatkowym czerwonym limitowanym /200 kopii/ singlem i bardzo nowa pozycja z dyskografii Acid Mothers Temple zatytulowana „Dark Side of Black Moon. Pierwsza rzecz ambientowa trącająca nawet delikatnie muzyka klasyczna. Ponoć inspirowana jakąś włoską kompozycja której nie znam i  z całą pewnością pozycją słynnych Popol Vuh o tym samym tytule.  Nie zmienia to faktu ze album przecudny! Wymaga jednak sporego skupienia i ciszy wokoło. Natomiast Dark Side of Black Moon to rock psychodeliczny w którym pobrzmiewają pewne echa twórczości Pink Floyd no i jak to zwykle u AMT Hawkwind. Nowością dla tej płyty jest spora ilość partii wokalnych jak na Acidów. Obie płyty polecam.
…………Kolejna przesyłka i kolejne tytuły. Tym razem dwa /a licząc na sztuki trzy bo jeden podwójny/ winyle i debiut płytowy Makoto wznowiony na kompakcie. Do tego cd acid folkowego duetu o nazwie Zoffy / Kawabata Makoto i Tsuyama Atsushi. Ten podwójny winyl to wznowienie pierwszych oficjalnych nagrań Acid Mothers Temple wydanych pierwotnie na 2-ch niskonakładowych kasetach w roku 1995 i 1997. To zapis profesjonalnych sesji nagraniowych. Materiał brzmi znakomicie a muzycznie…. jest bardzo tradycyjny, space rockowy i kraut rockowy bez znanych mi z okresu późniejszego atonalnych odjazdów. Bardzo solidne granie w duchu awangardy wczesnych lat siedemdziesiątych.
………..Jeden z cd z ostatniej dostawy to tak jak wyżej pisałem debiutancki album Kawabaty Makoto. Material pochodzi z roku 1981 i zawiera muzykę industrialna oparta na syntetycznych brzmieniach. Płyta nosi tytuł „Osaka Loop Line”.
……….Natomiast Zoffy to acid folk. Panowie maja wielki dystans do siebie . Zabawny koncertowy album. Wykonują naprzemiennie jakieś folkowe japońskie pieśni i standardy np. Purple Haze, Smoke on The Water, 21 st Century Schizoid Man tez stylizowane na taki folk a wszystko to w duecie z zastosowaniem akustycznych ludowych instrumentów japońskich hinduskich i arabskich. Zabawa przednia 
………..Jakiś czas temu byłem skłonny twierdzić, ze muzyka rockowa sie wypaliła, że nic nowego sie w niej nie dzieje. Ze powielanie tego co było, że można sobie darować płyty nowych wykonawców z tego kręgu /nadal tak myślę na temat blues rocka/. Za sprawa AMT patrzę trochę inaczej na przyszłość rock&rolla. Ta muzyka w wykonaniu tych Japończyków znów ma swoja pierwotna nieokrzesana /przeciwstawna do wszechobecnej wygładzonej polerki/ siłę.
……… Wczoraj odebrałem kolejną przesyłkę zawierającą album AMT. Powoli sie nasycam ich muzyka. Na oku mam jeszcze jedna płytę Acid Mothers Temple i na chwilę obecną nie bardzo widzę możliwość pozyskania jeszcze 2-ch innych, które chciałbym mieć /są bardzo trudno dostępne/. „New Geocentric World of Acid Mothers Temple” czyli krążek, który właśnie doleciał przynosi muzykę zrealizowana w roku 2002. Rozpoczyna sie psychodelicznie za sprawa długiej wielowarstwowej kompozycji „Psycho Budda”. Transowy hałaśliwy utwór z dużą ilością instrumentów dętych drewnianych przywodzi na myśl rytualne plemienne pieśni. Po nim następuje wyciszenie w opartej na katarynkowym motywie przejmującej balladzie podszytej w moim odczuciu muzyka sakralna. W ogóle jak na AMT ten album jest w sumie mocno wyciszony /choć kilka razy oczywiście przywala i to ostro / i do tego bardzo często głównymi motywami są partie wokalne wykonywane przez panią o imieniu Haco. W całości „Geocentric…..” najbardziej nawiązuje do dokonań Hawkwind. W klimacie przypomina ich „Space Ritual”. Jest tez mocno Gongowy. Nie mowie tutaj o stronie kompozytorskiej a raczej o specyficznym kosmiczno-obrzędowym klimacie. Piękna, wciągająca, chwilami orientalno-hippisowska płyta zawierająca też fenomenalne solo gitarowe Kawabaty. Cos dla miłośników „kwaśnego” grania.
………………. Miało się skończyć …..ale nie, znów dotarły nowe płyty. Dwie pozycje AMT / w tym ich oficjalny debiut studyjny/ i juz drugi w mojej kolekcji album awangardowego projektu Tsurubami z perkusistka Emi Nabuko i oczywiście Kawabata na gitarze. Jak bardziej się wgłębię w te dźwięki to cos napisze.
…………….Tsurubami /ostatnio nabyty album/ brzmi podobnie jak ten pierwszy , który otrzymałem wcześniej z ta różnicą, że jest bardziej wyciszony , delikatniejszy. Podoba mi sie bardziej jak poprzednik. Muzyka na nim zawarta to dwie długie zbiorowe improwizacje czerpiące z free jazzu, drone i awangardowego rocka. Znów słyszalny klimat i pewne odniesienia do eksperymentów Zorna.
…………..Taka ciekawostka. Drugim ulubionym /obok gitary/ instrumentem Kawabaty Makoto sa Sarangi. Arabski instrument smyczkowy. A tak brzmią te dwa instrumenty razem:
………..Ten oficjalny debiut płytowy AMT, to spora dawka odwagi. Cala płyta to jeden track. Mimo, ze album zawiera kilka kompozycji nie ma możliwości ich wybrania z klawiatury pilota, czy odtwarzacza cd. Zresztą zabieg ten jest zamierzony. W opisie zaznaczono,  ze względu na to, iż materiał stanowi calość zrezygnowano z indeksowania utworów , by słuchacz był zmuszony do słuchania w wymyślonej przez zespół kolejności Podoba mi sie ta bezkompromisowość Kawabaty i jego załogi. Muzycznie , bez zaskoczeń. Jest to co rozwinęli na późniejszych albumach. Noise rock, space rock, neopsychodelia, trochę orientalizmów. Bardzo solidny debiut /w sensie oficjalnym, bo znam wcześniejsze nagrania/.
………..Pojawiły sie w moich zbiorach kolejne albumy AMT i projektów Makoto, ale tyle tego, ze juz nie będę zanudzał dokładnymi opisami. Skwituje to tylko jednym zdaniem. Wszystkie te płyty są godne uwagi i to wzmożonej uwagi!!!
…………Moja fascynacja dokonaniami muzyków z Kraju Kwitnącej Wiśni nic a nic nie słabnie. Myślę, że na chwilę obecną jestem potentatem na skale europejską jeśli chodzi o kolekcje albumów / w tym sporo winylowych/ różnych projektów Kawabaty Makoto i jego Acid Mothers Temple. Ale nie to jest najważniejsze. Okazuje sie , że cały ten undergroundowy japoński ruch muzyczny ma tez innych godnych reprezentantów, ze wymienię choćby Afrirampo, Ha-za-ma, The Run-Down Sun’s Children, Seikazoku, Marble Sheep, LSD March, Ruins, Mainliner….. Większość z nich skupia sie wokół klubu muzycznego UFO, który ma swoja siedzibę w Tokio. Klub ma tez swoje filie w innych miastach. Do tego prężne wytwórnie /Acid Mothers Records, Captain Trip Records (z siedzibą w Niemczech)…..i ich umowy z partnerami z USA, Włoch, Anglii, Brazylii. Mieli nawet przedstawicielstwo w Polsce! To bardzo mocna niezależna scena! Nie oglądająca sie na masowa popkulturę, ale działająca równolegle do niej. Radzą sobie skośnookie z promocja swojej sztuki. Nieźle sobie radzą!
………… Jakiś czas temu ukazał sie kolejny album Acid Mothers Temple. Jest tez jego limitowana wersja winylowa 2 x lp. Oczywiście posiadam takową. Muzycy utwory które składają sie na to wydawnictwo dedykują swoim mistrzom.
No to na pierwszy ogień japońska wizja Zeppelina
A tutaj dla Floydów:
http://www.youtube.com/watch?v=Y6ctEi8E … re=related
Jest tez hołd dla The Doors i poniekąd dla Willie Dixona
http://www.youtube.com/watch?v=zTnsvX-S … re=related
……………. Przepiękny ambientowy numer pewnego duetu. Wykonany w scenerii sakralnej.
http://www.youtube.com/watch?v=b9bLUF_b … re=related
Prosze koniecznie wysluchac do konca.
:
Nie jest to muzyka zdaje się zbyt popularna nawet w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jakoś bardzo nie, ale ma swoich oddanych wielbicieli na całym świecie. Myślę, ze ich popularność i tak jest potężna zważywszy, ze grają mało przystępnie. A oto kilka dowodów na moja tezę:
http://www.youtube.com/watch?v=CcQTSEWb … 5B0FF26FF0
http://www.lastfm.pl/music/Acid+Mothers … aiso+U.F.O.
http://www.lastfm.pl/music/Acid%2BMothe … %2BInferno
Do tego cieszą sie dużym uznaniem krytyków. Tutaj warto poczytać:
http://www.allmusic.com/artist/acid-mot … le-p416804

………..Jeśli ktoś myśl, że mi przeszło , to się poważnie myli. Razem z najnowszym dziełem Acid Mothers Temle dedykowanym mistrzowi Davisowi, nabyłem droga kupna bezpośredniego /znaczy prosto ze źródła/ album 2 lp wydany w 2011 /edycja limitowana/ zatytułowany : Pink Lady Lemonade (You’re From Inner Space) i limitowany CD sygnowany nazwą Guru & Zero. Ten ostatni to zapis historycznej sesji nagraniowej jaka miała miejsce gdzieś w roku 2004. To spotkanie zainicjował Daevid Allen lider legendarnego GONGU zapraszając do współpracy poznanych za sprawą internetu muzyków AMT. Zaprosił ich, bo jak sam twierdzi ” To co grali było tak szalone i tak twórcze, że musiałem podjąć wyzwanie, spróbować swoich sił i dolać do tego wrzącego juz tygla szczyptę własnych pomysłów” Owocem tej sesji okazała sie płyta zatytułowana „Makoto Mango”. Krążek zawiera tylko jeden ambientowo-psychodeliczny, wyimprowizowany w studio utwór. Dodam od siebie, ze to ponad 40 minut muzyki przepięknej urody. By sie o tym przekonać wystarczy kliknąć w ten link: http://riotseasonrecords.bandcamp.com/a … koto-mango
i w skupieniu posłuchać.

Moje wariactwo trwa niezmiennie. To juz porównywalne z zakrętka na Johna Coltrane. Przybywa płyt. Przybywa nieszablonowej, wielowarstwowej, często radykalnej muzyki. W czym tkwi siła z jaka AMT i inne projekty Kawabaty Makoto tak działają na moje doznania estetyczne? Do końca nie jestem w stanie powiedzieć. Jest w tej muzyce coś dzikiego, pierwotnego zestawionego z sielankowym pięknem … zagadka…
                                                                                                                          Robert Lenert

Ps. Niestety nie wszystkie linki poprawnie się skopiowały... postaram się to niebawem poprawić.

Darek

  • Full Member
  • ***
  • Wiadomości: 108
    • .
Odp: Z Krainy Kwitnącej Wiśni
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 04, 2014, 13:10:17 »
Kawabata Makoto gra jak Hendrix. Mialem przyjemnosc go pozac i byc jak gral z Taigen Kawabe (Bo Ningen). To co ten facet wyprawia na scenie z gitara to jest cos niesamowitego. Mysle ze jeszcze go kiedys spotkam ::) Na ich koncertach mozna zdobyc naprawde unikalne plyty ktore sami wydaja i naklady sa jednorazowe w ilosciach od 50 do - 250szt. chociaz sa to w wiekszosci plyty CD
Tak wyglada jedna z tych plyt

vineelleenn

  • Hero Member
  • *****
  • Wiadomości: 779
Odp: Z Krainy Kwitnącej Wiśni
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 05, 2014, 20:37:01 »
Jestem pełen podziwu dla wiedzy/ fascynacji Roberta! (nie tylko z "Z Krainy Kwitnącej Wiśni")